czwartek, 27 marca 2014

Pyrkon 2014

Hej!

Pyrkon! Pierwszy konwent (poza comic conem w Londynie) na jakim byłam i od razu ze stoiskiem. Na szczęście wszystko było o wiele mniej straszne niż mogłam przypuszczać, bo stoisko miałam z przecudowną Cyd, która robi przecudowną hennę i przecudowne kubeczki (jeśli jej nie kojarzycie to polecam wywiad z Cyd u zwierza i jej bloga).




To, że dotargałam piekielnie ciężką walizkę z koszulkami i torbami do hali wystawców było jakimś cudem. Na szczęście się udało i mogłyśmy z Cyd spokojnie się rozłożyć. Już sam fakt bycia na hali wśród innych stoisk z grami, biżuteria, strojami i diabli wiedzą z czym jeszcze, sprawiał że czułam się jak na lekkim highu (dodajmy do tego tylko 3h snu, bo na pociąg musiałam wstać o 2 w nocy, a to jest pora o której zazwyczaj się kładę). Jednak prawdziwą radość sprawiliście dopiero Wy! Nawet nie wiecie jak cudownie jest słyszeń na żywo tyle komplementów! Powinnam sobie Was ponagrywać i puszczać do snu :) Dziękuję wszystkim Wam z całego serca!!! Kupującym i chodzącym w koszulkach i z torbami i tym, którzy tylko się zachwycali (serio nie trzeba nic kupować żeby mi się zrobiło miło, wystarczy, ze ktoś z uśmiechem się zatrzyma i zrobi zdjęcie a ja już się unoszę na różowej chmurce szczęścia). To naładowało mnie tak pozytywnie, że aż się nie mogę doczekać kolejnego konwentu (może Falkon? Bo Polcon to na pewno skoro będzie w moim rodzinnym Bielsku). A do tego w drugi dzień postanowiłam pocosplayować troszkę, a że byłam lekko ograniczona co do stroju to zdecydowałam się na Molly Hooper :) Jak się okazało byłam jedyną Molly na konwencie i każdy Sherlock (i John i Moriarty) jaki wpadł na nasze stoisko chciał mieć ze mną zdjęcie (a ja z każdym Sherlockiem oczywiście :) ).

Oczywiście podczas Pyrkonu doszło do wielce wyczekiwanego i wiekopomnego wydarzenia! W końcu po trwającej 157 lat internetowej znajomości poznałam zwierza popkulturalnego! Chwila była podniosła i niezwykle radosna. Aż dziw, że z niebios nie spłynął chór aniołów!

Poznałam też wspaniała Anię z Black Cherry Sweets, która potrafi wyczarować naśliczniejsze fanowskie babeczki, które na dodatek są absolutnie przepyszne!!! Ja zakupiłam i skonsumowałam Sherlocka (był marchewkowy i przepyszny!).





Z powodów oczywistych nie udało mi się dostać na żadną prelekcją w ciągu dnia, na szczęście weszłyśmy na prelekcję o Sherlocku, która odbyła się o północy. Prelekcja była świetna, poznałam kilka przecudownych fanek Sherlocka i kilkanaście tytułów do obejrzenia (wiecie, że jest kreskówka o zahibernowanym w miodzie Sherloku i robotycznym Watsonie?).

A teraz kończę pisać i podrzucam kilka zdjęć z różnymi cudownościami z Pyrkonu.

Cyd robi fotkę :)

Cyd maluje kubeczek
A tak wygląda henna zrobiona przez Cyd.

300 kilometrów tęczy, które sunęło za Nyan-catem :)



Trochę Sherlocków i reszty 


Wholock!



Serdecznie pozdrawiam dziewczynę, która
cosplayowała Thranduila i na drugi dzień
oznajmiła "Słyszałam, że masz koszulki ze mną!"

.




A na koniec ja, z Sherlockową babeczką od Black Cherry Sweets,



3 komentarze:

  1. O nie dlaczego nie widziałam tych super lusterek z księżniczkami! :D
    A w ogóle to fajnie było zobaczyć, jak na żywo wygląda twórczyni takich fajnych koszulek, moje siostra zasmucona tym, że drugiego dnia nie było już jej rozmiaru zamówiła sobie u mnie na zbliżające się niedługo urodziny jedną z Twoich koszulek. ;-)
    A Molly to był trafiony w dziesiątkę strój, faktycznie żadnej oprócz Ciebie nie widziałam!
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. znam THRANDUILA - znaczy się niedosłownię, tą dziewczynę co jest za niego przebrana i tu też niedosłownie, ale to znajoma mojej 'siostry' :D miło ją zobaczyć na jakimś blogu :D ma genialne przebranie <3

    OdpowiedzUsuń